Rozejrzałem się wokół. Mój wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności, ale i tak nic nie mogłem rozróżnić.
-Zgaduję, że widzisz tyle co ja?- powiedziałem nie oczekując odpowiedzi.
Kalkulowałem w myślach co nam w tej chwili pomoże. Nie mamy krzemienia i świeżej pochodni, kompasu albo chociaż mapy. Po chwili wymyśliłem rozwiązanie.
-Róża, mam pewien pomysł, ale musisz mi pomóc.
-Chyba nie mam wyjścia. Zamieniam się w słuch- odpowiedziała wadera.
-Mógłbym wyprowadzić nas z tych tuneli. Musisz mi tylko dać pogrzebać w swoich wspomnieniach. Dzięki temu dowiem się jak dokładnie wygląda każdy tunel. Wyjdziemy stąd nawet po ciemku.
-Nie podoba mi się gdy ktoś mi grzebie w mózgu- zaczęła alfa- ale nie widzę innego wyjścia.
Uznając to za zgodę delikatnie wniknąłem w głąb umysłu wadery. Natrafiałem tam na mały opór i gdy na niego naciskałem wadera krzywiła się nieco i pozwala iść dalej. W końcu odnalazłem w pamięci wilczycy drogę, którą przechodziła pewnie z milion razy.
-Znalazłem!- powiedziałem i uśmiechnąłem się.- Teraz możemy iść. Będziemy musieli robić przystanki by sprawdzać drogę, ale wyjdziemy stąd.
Róża również się uśmiechnęła i poszliśmy przed siebie. Nawet bez światła udało nam się ominąć ślepe zaułki, niepewny grunt i wyrwy w podłożu. W końcu zobaczyliśmy światło dzienne. Z radością wybiegliśmy na zewnątrz. Dopiero wtedy odczułem wielkie zmęczenie związane z używaniem mojego "daru".
-Może lepiej wróćmy już do twojej watahy.- zaproponowałem.
Róża? Przedstawisz mnie reszcie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz