Błąkałam się przez dłuższy czas rozmyślając nad tym co dalej. Uciekłam, ale nie miała co ze sobą zrobić. Błąd żółtodzioba. Uciec bez wszelkich przygotowań...No cóż stało się, na pewno nie wrócę do tych tyranów- to pewne. Ale nie mam pojęcia gdzie jestem i gdzie idę. Muszę kogoś znaleźć bo długo tak nie wytrzymam. Usłyszałam gdzieś niedaleko wodospad, poszłam w jego stronę. Gdy doszłam do niego usiadłam obok i spojrzałam w swoje odbicie. Byłam strasznie brudna od błota a w sierść wplątały się liście. Postanowiłam się trochę "wykąpać". Weszłam do wody - była zimna ale orzeźwiająca. Popływałam sobie chwilę a potem wyszłam, otrzepałam się z nadmiaru wody i poszłam dalej. Nie minął długi czas gdy zrobiło się ciemno i zimno. " To moja pierwsza noc bez domu. Poradzę sobie. Jakoś...".
*
Słońce świeciło prosto w oczy. Obudziłam się i dopiero po chwili zrozumiałam gdzie tak właściwie jestem. Cała wypoczęta stwierdziłam, że powinnam sobie poszukać lepszego domu i nowej watahy.
- Hej, kim jesteś?- usłyszałam za sobą jakiś głos. W pierwszej chwili wystraszyłam się, bo nikogo wcześniej nie usłyszałam ani nie zobaczyłam.
- Jestem Valixy. Szukam watahy. - odpowiedziałam odwracając się.
< ktoś dokończy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz