piątek, 18 kwietnia 2014

od Luny:



Wilk uderzył o pień drzewa.Kilka kawałków kory spadło na ziemię.Oblizałam pysk i chwyciłam za gardło kolejnego po czym zamachnęłam się miotając nim o kamień.Gdy drgawki ustały rozsunęłam nieco łapy nabierając bardziej stabilnej postawy.Kiedy atak nie nastąpił wyprostowałam się dumnie spoglądając na waderę stojącą przede mną.Po obu jej bokach stało po trzech lub dwóch basiorów.
Warknęłam dziko odsłaniając kły.Zmarszczyła czoło i odwróciła się w przeciwnym kierunku odchodząc z wolna.
Uniosłam brew z niedowierzaniem.Potem i drugą i zaczęłam skakać i krzyczeć z radości jak dziecko.Jednak gdy się obejrzała znów się wyprostowałam i spojrzałam na nią z pogardą.Ona uczyniła to samo i ruszyła w dalszą drogę.Uśmiechnęłam się złośliwie po czym mijając leżącego pod drzewem wilka ruszyłam przed siebie.
Przystanęłam nad jeziorem wpatrując się w taflę wody.Przyglądałam się uważnie swemu odbiciu.Opłukałam pysk napiłam się nieco by zwilżyć wysuszone gardło.Gdy tylko podniosłam wzrok dostrzegłam po drugiej stronie jeziora waderę.Nie była to ta sama która razem z bandą basiorów postanowiła się ze mną posprzeczać.Wyprostowałam się po czym podpłynęłam do małej wysepki na środku jeziora.Była tam wierzba płacząca.Położyłam się pod nią i nie zwracając najmniejszej uwagi na wilczycę zasnęłam.
Minęło parę godzin(jak się potem dowiedziałam).Obudziłam się na tej samej,ale tym razem nie byłam sama.Tamta wadera siedziała nade mną przyglądając mi się bacznie.
-Co jest?Masz jakiś problem?-spytałam spokojnie jednocześnie ziewając.
Pokręciła lekko głową.
-No chyba,że brak wilków watasze to problem.
-No cóż wataha bez wilków to nie wataha-stwierdziłam po czym podniosłam się siadając na przeciwko-Czy ty mi coś sugerujesz?-spytałam unosząc brew.
-Możliwe-uśmiechnęła się.
-Chcesz bym stała się członkiem jak na razie nie istniejącej watahy?
-Nom.
-Nie znasz mnie...-postawiłam argument.
-Nie ma w okolicy nikogo innego.
-Hmmmm....Zgoda,ale mogę ci wręcz zagwarantować ,że ostatecznie tego pożałujesz-mruknęłam.
Nie widziałam sensu w tym wszystkim.Na co komu wataha,a z resztą na razie to tylko ja i ona.
-Jak się nazywasz?-zagadnęłam.
-Róża.
-Luna.
-Chodź pokaże ci coś!-zawołała entuzjastycznie wskakując do wody i płynąc w stronę brzegu.
Uśmiechnęłam się pobłażliwie po czym ruszyłam za nią.

Róża?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz