Weszłam do jaskini dopiero po zmroku targając za sobą duże nowe legowisko.
-Co jest?-spytała.
-Twoje byrko,ale jeśli wolisz to to je sobie weź mnie to na jedno-mruknęłam.
-Ale ono jest za duże.
-Zrobiłam na wyrost.
-No więc?
Usiadłam przed nią i westchnęłam.
-Ustalimy sobie teraz kilka zasad.Jako,że obie lubimy się szlajać i pewnie i ty nie przepadasz za ciągłym pilnowaniem umówimy się tak:możesz robić co chcesz,wychodzić kiedy chcesz,wracać kiedy chcesz,łazić gdzie ci się podoba byle nie za granicę watahy.Jeśli będziesz miała kłopot wyj,może przyjdę.
Przez chwilę wpatrywałą się we mnie przez chwilę.
-No...ok..mnie to tam nie rzutuje...-powiedziała,ale nie byłam pewna czy jej się to podoba czy też nie.
Wtedy pod jaskinię podszedł jakiś biały basior z dwoma ogonami.
-No,no no kogo moje piękne oczy widzą?!-zawołałam wesoło-A teraz na poważnie kim jesteś?
-Yukio.-podsuną pod jaskinię szczeniaka.
-Co?!Drugiego nie biorę!-wykrzyknęłam.
-Po prostu nie wiem gdzie jest Róża,a że ty masz drugiego bachora to go tu podrzuciłam-rzucił wzruszając ramionami i złośliwie się uśmiechając.
Polazł gdzieś przed siebie zostawiając mi na progu wilczka.
Swiftkill podeszła do niego.
-Jak masz na imię?-spytał.
-Swiftkill.
-Akimitsu.
-Dobra,dobra jak chcecie to się bawcie ja idę pospać.
-Na dworze?-spytała.
-Tak-wymamrotałam.
Położyłam się pod drzewem na wysepce po środku jeziora.
Swiftkill?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz