Nie byłem pewien czy to aby na pewno dobry pomysł.
-Jesteś pewna,że Luna nie będzie zła?Ostatnio jak u was byłem wyszła i spała na deszczu...
-Oj,to było dawno-zawołała Swiftkill zachęcająco.
-No,dobra,ale jak wróci to zamieszkam w tamtej jaskini na wzgórzu.-powiedziałem powoli z pobłażliwym uśmiechem.
-Jej!
Poszliśmy do jej jaskini.Wadera wskazała mi legowisko (jak sądzę po zapachu) Luny.Już podniosłem łapę by się położyć gdy zatrzymałem ją w powietrzu.Naszły mnie wątpliwości.
-Nie wie, czy to aby był dobry pomysł...-mrukną dalej trzymając łapę zawieszoną nad legowiskiem gammy.
Zamyśliła się na chwilę i podeszła do mnie z uśmiechem.
-Ja położę się u niej,a ty u mnie i już wątpliwości mieć nie powinieneś-powiedziała wesoło uśmiechając się.
-No dobra.
Podreptałem do legowiska Swift i położyłem się.Było naprawdę wygodne.Zdziwiła mnie jednak przestrzeń w tej jaskini.Była taka...mała...Swiftkill najwyraźniej odgadła co mam na myśli i powiedziała.
-Ona nie lubi przepychu...
-Rozumiem...-powiedziałem cicho.
Sam wolałem małe jaskinie,ale to co innego...to jaskinia gammy.Mogła mieć prawie każdą,a wzięła tą malutką i jeszcze nie zmieniła jej przygarniając szczeniaka.Wprawdzie najlepszą niańką nie była,ale Swift miała dom...ja nie miałem...Przyszła mi do głowy pewna myśl,a właściwie zagadnienie.
-Eeee....Swift?
-Tak?-spytała odwracając się do mnie.
-Czy ta Luna była dla ciebie kimś w rodzaju matki czy bardziej opiekunki,starszej siostry czy może tylko osobą dającą ci schronienie?
Spochmurniała na to pytanie.Nie była pewnie pewna tego jak to było.
Swift?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz