Stałem przed waderą i rozmyślałem nad jej propozycją.
- Tak...Nie...Tak....Nie...-biłem się ze swoimi myślami.Propozycja była kusząca w końcu mogłem się wykazać ,lecz zasady mówiły by wpierw powiadomić alfę.
-Panie marszałek ta banda zaraz tutaj będzie.-powiedziała.
Spojrzałem na widnokrąg.W naszą stronę zbliżała się dość spora grupa wilków.Na przodzie szła jakaś granatowa wadera, która na widok Luny szeroko się uśmiechnęła.
Ruszyłem w ich stronę i chwilę później przystanąłem.Czekałem...
- A więc to tutaj. Jak ładnie.....-odezwała się wilczyca.
Obok niej stał ten wilk z biżuterią na szyi.
- Czego tutaj szukacie ?- zapytałem z kamienną twarzą.
-Powiedzmy ,że mamy pewne sprawy do załatwienia- odpowiedziała wilczyca.
-Zapewne wiecie ,że właśnie wtargnęliście na tereny tutejszej watahy.Jeśli nie opuścicie jej dobrowolnie będę musiał wyprosić was siłą.
-Ha ,ha, ha..-zaśmiała się.
Spojrzałem na Lunę.Stała kilka metrów dalej i przyglądała nam się z uwagą.Jej wzrok mówił : ,,A nie mówiłam ? Z nimi nie da się dogadać.Trzeba sprzątnąć ich po cichu. ''
Kiedy obróciłem swój wzrok by spojrzeć na tę bandę jeszcze raz w ostatniej chwili cofnąłem się i przygotowałem do odparowania kolejnego ciosu. Wilk z biżuterią rzucił się na mnie i przez chwilę szamotaliśmy się na trawie.Byłem otoczony przez całą bandę ,a mój generał był zajęty walką z granatową waderą.Wszystko wydarzyło się tak szybko ,że mogła minąć niecała sekunda.
- Kilku na jednego ? -spytałem z małym uśmieszkiem.Nareszcie coś się działo i mogłem pokazać na co mnie stać.
Kiedy spojrzałem na wschodnią stronę lasu mój uśmiech zniknął z mojej twarzy.Stała tam Saphira i przyglądała się oszołomiona.
Luna ? Saphira ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz