Kiedy zostałam sama ze Swiftkill
spojrzałam gdzieś w stronę w, którą poszła Róża.Byłam
wściekła.Spojrzałam w taflę wody.Oglądałam uważnie naderwane
ucho.Warknęłam.
-Ale przecież ja nie
kłamałam...-wymamrotał smutno szczeniak.
Spojrzałam na nią z pobłażliwym
uśmiechem.Choć w mojej głowie waliły błyskawice,a w myślach już
tworzył się plan zemsty.
-Masz rację...idź się pobawić z
Akimitsu.Jak skończysz wracaj do jaskini lub zostań z
kolegą..przyda mu się towarzystwo.
Ruszyłam ku naszej jaskini.Usiadłwszy
gniewnie patrzyłam w podłogę.Normalnie położyłabym się spać i
to wszystko olała,ale nie potrafiłam.Tu chodziło o moją
dumę...Nie pozwolę jej tak po prostu mną pomiatać,a potem jak
gdyby nigdy nic se leźć!Nie!
Zbliżał się wieczór.Siedziałam na
pagórku patrząc w niebo.Lada chwila....już za moment.Powoli zza
horyzontu wyłonił się księżyc.Poczułam jak wzrasta moja siłą
i sprawność...to uczucie trudno opisać to...takie przejście do
świata nowych możliwości,większych możliwości!
Minęło sporo czasu nim staną dość
wysoko by dać mi całą możliwą moc.Najsilniejsza jest w pełnie,a
dziś nie była pełnia zupełna,ale było blisko.Gdyby zaatakowała
mnie jutro byłoby gorzej.Rzecz jasna dla niej.Wstałam i bez zbędnej
zwłoki popędziłam ku jej jaskini.Tak właściwie ta moc nie jest
mi potrzebna do samej zemsty,to raczej dla pewności,że gdyby ktoś
staną po jej stronie będzie sprawiedliwiej.
Spała,a z jej jaskini wychodziły
ślady Yukio.Swietnie.Gada nie ma.Stanęłam nad nią pochylając
się.
Warknęłam głośno.Obudziła się i
spojrzała na mnie pytająco.Ponownie warknęłam,a ona wstała.
-O co chodzi?-spytała ziewając.
Skoczyłam na nią.Przez chwilę
szamotałysmy się na ziemi po czym wybiegła na zewnątrz i
zawyła.Ruszyłam na nią w pogoń.Szybko ją dogoniłam i skoczyłam
jej do gardła.Wtedy odepchną mnie Yukio,który najwyraźniej był w
pobliżu bo bez cieni w nocy nie mógł się do nas przenieść.
Warknęłam dziko i skoczyłam ku
niemu.Turlaliśmy się w dół.Wylądowałam na ziemi,a on z
triumfalną miną patrzył na mnie z góry.Uśmiechnęłam się
tylko i kopnęłam go w brzuch tylnymi łapami.Upadł nieco dalej,a
ja znów pobiegłam ku zbliżającej się już alfie.Minęłyśmy się
i powoli zaczęłyśmy zataczać kółko.Obnażyłam kły cicho
powarkujac.Ona zrobiła to samo.Skoczyłam ku niej pierwsza,ale się
odsunęła.Szybko zawróciłam i skoczyłam ku niej.Szarpałyśmy się
na ziemi co jakiś czas wstając i ponownie się na siebie rzcając.
Stałyśmy naprzeciwko
siebie.Poszarpane..i ociekające krwią.Nie wiem która wypływała z
ran a która znalazła się tam z innego źródła więc trudno mi
było ocenić jej obrażenia,a miałam tylko kilka zadrapań.Wyglądała
na zmęczoną,a do puki księżyc na niebie...nie muszę się z nikim
i niczym liczyć.Już chciałam ją wykończyć gdy zobaczyłam
resztę watahy,łącznie ze Swift i Akimitsu.Yukio nadchodził od
tyłu.Warknęłam we frustracji i skoczyłam ku niej.Leżała przede
mną na ziemi.Wszyscy już dobiegli.Szczeniaki tylko patrzyły,a
reszta warczała na mnie ostrzegwczo.Nie bałam się ich,ale to tylko
ucho,a ja się świetnie bawiłam.
Cofnęłam się parę kroków.Yukio
wybiegł zza mnie i pomógł Róży wstać.Odwróciłam się i
powolnym krokiem ruszyłam przed siebie.Gdy zniknęli mi z oczu
uśmiechnęłam się.
-Droga Luno....dobra robota,a teraz
wakacje.
Szłam przed siebie nucąc wesołą
melodię.Wtedy naglę dostrzegłam jakąś waderę.Była biała ze
skrzydłami.
-Jestem Moonli ,a ty?
-Luna.
-Czy to terytorium Kryształowej
watahy?
-Tak,ale dziś w nocy i rano przyjmuje
beta.Alfa musi się ogarnąc po spotkaniu z Gammą,a tak między nami
ta gamma to psycholka.Szurniesz ją raz,a ta cie pośle do
medyka.-roześmiałam się.-Uważaj na tą świnię!
-Dobrze...?
Podprowadziłam ją pod zarośla
niedaleko jaskini Yukio i się wróciłam.
Moonli?Yukio?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz