Szłam przed siebie, tak, baaardzo interesujące zajęcie... Po raz sama nie wiem który byłam na terenach cudzej watahy, jakoś mi to nie robi różnicy, nawet ze zwykłych, przez nikogo nie zajętych terenów mnie przeganiają. Eh... życie. No, mówi się trudno. Zobaczyłam jakieś zwierzę, nawet mu się nie przyjrzałam i już skoczyłam licząc na dobrą kolację. Nic z tego, to był wilk
- Ej! Złaź ze mnie idiotko!- krzyknął
- Miło poznać. Co porabiasz?- spytałam jak gdyby nigdy nic. Za odpowiedź dostałam w mordę.- To co? Jakby co to jeszcze wpadnę.
- Co?!- wilk był dość... zdenerwowany.- Co ty sobie wyobrażasz?! Że tak wpadniesz na czyjeś tereny i kogoś staranujesz a potem sobie pójdziesz?
- Z grubsza... Na razie- jednak mój rozmówca był uparty, musiałam spotkać się z alfą, po jakiś pięciu minutach przestałam jej słuchać i tylko przytakiwałam. Okazało się że (nie wiem jakim cudem) dostałam się do watahy. Potem poszłam zapolować, poszło mi znakomicie, jeden mały królik. Do tego pojawił się lis i sprzątnął mi połowę zdobyczy. Nie jestem w formie. Poszłam pozwiedzać.. oczywiście zabłądziłam. Nie no, super dzień. Jak tak dalej pójdzie to... w zasadzie nie wiem co wtedy. Nie mam perspektyw na przyszłość, live is brutal. Zbliżał się świt, więc zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz