Szary wilk był pewny swego zwycięstwa wyzywając mnie na pojedynek.
Teraz to on leżał na trawie brocząc krwią z rozszarpanej tchawicy.
Podszedłem do niego, schyliłem się i mruknąłem do ucha:
-Trzeba było nie podskakiwać.
Basior tylko stęknął w odpowiedzi i wyzionął ducha.
Normalnie nie lubię zabijać, ale czasem to jedyna metoda. Natychmiast otoczyła mnie reszta watahy zabitego.
-Wynoś się, morderco!- wrzeszczeli jeden przez drugiego.- Nikt cię tu nie chce, przeklęty krwiopijco!
Odszedłem bez słowa mając na końcu języka "To on mnie wyzwał, choć byłem tylko przejezdnym". Jak zwykle. Chociaż za każdym razem chciałbym się usprawiedliwić. Ale na przeznaczenie nie ma usprawiedliwienia. A jedynym przeznaczeniem jest Śmierć, która chodzi za mną krok w krok posłuszna i bezlitosna. Po każdym spotkanym tyranie zawsze zostaje tylko zimny trup z rozszarpanym gardłem. Ja nie zabijam z chciwości. Zabijam z przymusu. Zabijam, bo takie moje przekleństwo. Zabijam, bo moim celem jest karanie zarozumiałości.
Bo śmierć ma jedno oko zielone, dające nadzieję, drugie białe niczym stalowe ostrze. Mimo to oboma spogląda na świat równie obojętnie. Śmierć ma dwie strony: dobrą i złą. Najlepiej wiem o tym ja, wilk, którego przeklęto przed narodzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz