wtorek, 27 maja 2014
od Akimitsu:
Poprowadziłem Swift ku północnej granicy.
-Spójrz...-powiedziałem.
Rozejrzała się dookoła.Byliśmy na skraju terenów watahy,na wzgórzu.Staliśmy obok mojej przyszłej jaskini.
-Co to za miejsce?-spytała.
-Mój przyszły dom.-powiedziałem z dumą-Ale na razie...
Wskazałem jej zachodni skraj pagórka.Roztaczał się tam piękny widok na góry,a na trawie leżał dzik.
-Czyli to jest to śniadanie?-spytała uśmiechając się ironicznie.
-Tak.-odparłem krótko.
Zanim usiadła podpiekłem dzika używając mocy.Siedzieliśmy i rozmawialiśmy chwilę.Wszystko byłoby super i pięknie gdyby nie to,że poczułem dziwny zapach którego od dawna nie czułem.
-Swiftkill czy ty też to czujesz?-spytałem.
Pociągnęła nosem pełna ekscytacji.Jej brwi uniosły się wysoko.Roześmiała się i spojrzała na mnie wesołym spojrzeniem.
-Luna...-wyszeptała.
Swift?Sory za długość(mało czasu)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz