Wisiałam bezwładnie na szyi smoka w miejscu gdzie łączyła się ona z tułowiem.Nie znosiła tej pozycji bo czułam się w tedy bezradna i taka...bezbronna,delikatna i nic nieznacząca.
Smok odwrócił głowę ku mnie z pytającym spojrzeniem.
-Leć na zachód i zgub ich za górami.
Smok skręcił i przeleciał nad niedużym szczytem i skręcił na południe tuż nad koronami drzew.
-No co się tak wleczesz?!-krzyknęłam widząc ,że zwalnia.
Warkną tylko nerwowo dając mi do zrozumienia,że mu nie pomagam.Wzruszyłam obojętnie ramionami.
Gdy byliśmy nad jeziorem obrócił się w powietrzu zrzucając mnie w dół.Spadałam sobie beztrosko.Obróciłam się kilkakrotnie i zanurkowałam wykręcając tuż przy dnie.Nieśpiesznie zaczęłam machać kończynami.Wypłynęłam na powierzchnię.Dementa już nie było,a za to grzywka przysłaniała mi oczy.Wygramoliłam się na brzeg i otrząsnęła z wody.
Ominęłam jaskinie i ruszyłam na południowy skraj terytorium watahy.Gdzieś za granicą na klifie dostrzegłam Yukio i Moonli.Wzruszyłam obojętnie ramionami i odeszłam.Wracając zajrzałam do jaskini Róży.Był tam jakiś wilk.Odsunęłam się od wejścia by mnie nie zauważono i zawróciłam na północ.Po drodze zatrzymał mnie obcy głos.Odwróciłam się.Stał przede mną jakiś wilk,zapewne nowy w watasze.
-Kim jesteś-spytał podejrzliwie.
-To zależy głównie od twojego punktu widzenia.-powiedziałam poważnie głosem specjalisty-Jeśli oceniasz kogoś po czynach to jestem pospolitą morderczynią i terrorystką,ale jeśli oceniasz kogoś po charakterze to można mnie nazwać pasożytem i kanalią oraz oszustką wagi ciężkiej.
-Wystarczy imię.
-Luna.
-Jesteś z watahy?
-To również zależy od punktu widzenia...-powiedziałam ponuro się uśmiechając-A ty to kto?
-James.Marszałek tej watahy.
-Cudownie!Wręcz uroczo panie marszałek.-powiedziałam sztywno-W tej to sytuacji stoisz przed swoim ,żę tak powiem generałem.
Przekrzywił głowę.Podrapałam się za uchem i uśmiechnęłam z wyrozumiałością.Nie tak powinien wyglądać wzór do naśladowania.Ale czy ktoś mówił,że muszę nim być?
-Panie James mam dla pana zadanie.-powiedziałam już łagodniej-Ale to dość...ryzykowna i niekoniecznie oficjalna misja.
Zamyślił się na chwilę.
-Dobrze by było wiedzieć jaka.
-Rozsądnie.
Dałam mu znak łapą by poszedł za mną.Gdy byliśmy tuż przed granica powiedziałam.
-Gdzieś tam jest zagrażająca watasze banda.Nie mogę jednak zaprzątać nią główek naszych cywili...-powiedziałam wesoło-Chcę ich powstrzymać nim tu dotrą.
Spojrzał na mnie z niezadowoleniem.
-Nie lepiej spróbować się z nimi pierw dogadać?
-Już próbowałam.
Zamyślił się.
-Nikomu mam o tym nie wspominać?
-Nawet alfie-powiedziałam uśmiechając się.
-Jest ich więcej niż nas,prawda?
-Jak najbardziej,nawet licząc resztę.
-I nie masz żadnej konkretnej strategii?
-Tylko to,że ja biorę na siebie granatową psycholkę,a ty masz się skupić na czarnym z biżuterią na szyi.
-To może zaszkodzić mojej reputacji jeśli chodzi o posłuszeństwo alfie.
-Owszem,ale może pomóc innym jeśli nam się uda.
-To nie realne.Jest ich więcej niż nas wszystkich,a ty chcesz powstrzymać te bandę za pomocą jednej osoby!
-Nie bronię ci sprowadzić Yukio,albo Swift i Akimitsu,ale nikt nie może sie o tym dowiedzieć.
-Dlaczego to takie ważne?
-Bo tak wlaściwie nie powinno mnie tu nawet być-powiedziałam to cicho głosem na pograniczu słodkiego a ostrzegawczego tonu co może wydawać się niemożliwe.-Poza tym masz okazję się wybić.
James?Piszesz się na małą szamotaninę?
Ja czekam na odpowiedź...zniecierpliwiona Luna to zła Luna a zła Luna to subita morte dla przyczyny jej rozgniewania
OdpowiedzUsuńLuNa