Minęło już trochę czasu od kąt opuściłam tereny Kryształowej Watahy.Było mi dobrze tam gdzie byłam.Obecnie spacerowałam sobie po górach.Szłam sobie wąską górską ścieżką przypatrując się ganiającemu wróbla jastrzębiowi.Mały ptak przelatywał obok mnie z krzykiem.Zaraz potem miną mnie i drugi.Spojrzałam przed siebie.Gdzieś daleko coś migało na żółto lub też złoto.
Stałam pod wielkim wodospadem przyglądając się pianie.Spojrzałam ku górze gdzie wcześniej widziałam te błyski i uśmiechnęłam się wesoło.Na szczycie siedział Demento.
-Podoba się?!-zawołałam ze śmiechem.
Rykną tylko wesoło dając znak o swej wielkiej satysfakcji.Naglę usłyszałam jakiś odgłos dobiegający zza krzaków nieopodal.Podkradłam się do zarośli.Znowu coś się poruszyło.Wtedy zza krzaka wyskoczył zając.Roześmiałam się na widok tego małego nieporadnego stworzenia.Tym bardziej,że miał na głowie rogi.
Można sobie łatwo wyobrazić jaki miałam ubaw gdy go zobaczyłam.Potem poszłam jeszcze trochę pospacerować nim się ściemni.
Siedziałam w opuszczonej jaskini.Dopiero teraz do głowy napłynęły mi wspomnienia ostatniego spotkania z Różą,Yukio i Swiftkill.Skrzywiłam się na myśl,że to mogło przesądzić o mojej przyszłości w tej watasze i rozważałam czy powrót mi się w ogóle opłaca.
Z samego rana ruszyłam dalej.Chciałam cieszyć się ciszą i spokojem,ale nie mogłam przestać myśleć o tym co się tak właściwie stało ze Swift po moim odejściu.Wsadzili ją do sierocińca?Ale to i tak nie miało teraz znaczenia bo teraz już dobiła do dwóch lat i nie muszę się o nią więcej troszczyć.Położyłam się na kamieniu i zasnęłam.Pobudka przyjemna nie była bo obudził mnie szyderczy i znajomy śmiech.
-Znowu...?-spytałam ziewając.
Wokół stała grupa wilków a za nimi tamta wadera.
Pokiwała głową i podeszła bliżej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz