czwartek, 22 maja 2014

od Luny:Wakacje II


Podeszła do mnie i strzeliła mnie w policzek z plaskacza.Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Ktoś tu nie przyciął pazurków.
Na jej pysku zawitał triumfalny uśmiech.
-Gdzie Kryształowa wataha?-spytała szczerząc się tak jakby już wygrała.
-Nie wiem.
-Mnie nie oszukasz...-mruknęła-Ja nigdy,ale to nigdy nie przegrywam...
-No popatrz!-wykrzyknęłam wesoło-Widzisz ile nas łączy?!
Wykrzywiła się i zamachnęła by znowu mi przyłożyć.
-Zaczekaj!-krzyknęłam.
Spojrzała na mnie z zadowoleniem spodziewając się wyjaśnień i jasnej odpowiedzi.Ja jedynie obróciłam głowę i zaśmiałam się.
-Chcesz drugi policzek?
Zmarszczyła brwi i odsunęła się parę kroków.Podeszła do jakiegoś basiora stojącego razem z innymi w kręgu wokół mnie i szepnęła mu coś do ucha.On też coś odpowiedział.Skoczyłam na waderę.Przewróciłam ją.Szamotałyśmy się leżąc na ziemi.Odpychałyśmy się łapami co chwila jedna zyskiwała i przewagę i ją traciła.Czułam że ten idiota-los postawił mi na drodze godną przeciwniczkę.Gdy tylko udało mi się oswobodzić i odskoczyłam przygotowałam się do skoku.Wtedy pchną mnie tamten wilk i przygwoździł do ziemi.Pociągną nosem i na chwilę zmrużył oczy.Błyskawicznie je otworzył i warkną na mnie ostrzegawczo po czym puścił odpychając ku dwóm innym ,którzy mnie przytrzymali.
-Ona kłamie...Jeszcze niedawno była wśród nich.-powiedział cicho do wilczycy.
-Dobra robota.-mruknęła.
Podeszła do mnie i ponownie zdzieliła.Roześmiała się.
Diaboliczny rechot pomyślałam przewracając oczami.Obróciła się do pomagiera i wydała mu krótki ale rzeczowy rozkaz.
-Szukaj!-krzyknęła.
Ten pociągną nosem i puścił się pędem  na południe ,czyli ku Kryształowej watasze.
Pilnowało mnie czterech basiorów.Zmieniali się z innymi co parę godzin.Czekałam aż do zmierzchu na jakieś wyjaśnienia.Naglę podbiegł do nas tamten basior i spytał swym niskim głosem pilnująca mnie czwórkę.
-Gdzie Helen?
Wybuchłam śmiechem.Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
-Helenka, powiadasz!
Wilk zmierzył mnie nieprzychylnym spojrzeniem.Po chwili dołączyła do nas tak zwana ,,Helen''.
-I jak?-spytała.
-Kawałek.Nie dotarłem na samo miejsce,ale to blisko...-mrukną,ale to jej chyba nie zadowoliło.
-Więc...?-wtrąciłam się-Skoro macie już namiary to mogę się zmywać?
-Nie-ucięła.
Przez chwilę milczałam pokornie udając,że mnie ,,zgasiła''.Potem zawyłam.Powietrze przeciął głośny ryk.Oboje spojrzeli na mnie gniewnie.
-Ups..?
Spojrzałam na księżyc.Poczułam siłę jaką mi daje i przeskoczyłam waderę.Pomknęłam przez las.Słyszałam za sobą szybkie kroki bandy.Wtem na przeciw mnie pojawił się wilk towarzyszący przed chwilą Helen.

Uderzył piorun.Gdzieś za nim dojrzałam nadlatującego Dementa.
-Perdóname, pero el deber llama.
Podskoczyłam,a smok chwycił mnie w łapy.
-Spadajmy z tego wariatkowa.Wracamy...


Perdóname, pero el deber llama-Wybacz,ale obowiązki wzywają (hiszpański)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz